José Luis Arnaut, odpowiedzialny za organizację EURO 2004 w Portugalii, dziś szef Komisji Spraw Zagranicznych portugalskiego parlamentu, a wcześniej również minister ds. portugalskiej prezydencji w UE, podzielił się w wywiadzie dla tygodnika "Wprost" doświadczeniami Portugalii w organizacji EURO 2004.
Arnaut podkreślał, że w Portugalii padały te same pytania, które Polacy zadają sobie dzisiaj, np. o sensowność inwestowania w turniej piłkarski w sytuacji, gdy brakuje pieniędzy na służbę zdrowia czy edukację. Jednak zapomniano o nich szybko, a dziś Portugalczycy są dumni z tego, że zorganizowali – najlepszy dotychczas – turniej EURO.
Przypomniał, że ogrom przedsięwzięcia wymagał od rządu portugalskiego przygotowania wielu planów, procedur czy nowelizacji przepisów. Wizja przyjazdu milionów kibiców i turystów niejako wymusiła reformę całej administracji publicznej. Dodał, że trzeba było przeszkolić i skoordynować pracę policji, służb medycznych, straży granicznej, usprawnić pracę urzędników. Arnaut ocenił, że budowa stadionów była przy tym wszystkim najmniejszym problemem.
Na pytanie, jak zdążyć ze wszystkimi inwestycjami w pięć lat, kiedy naród narzeka na brak widocznych postępów Arnaut uspokajał, że nie da się od razu ruszyć na plac budowy. W Portugalii pierwsze zauważalne oznaki inwestycji pojawiły się w rok, dwa od ogłoszenia decyzji UEFA. Dodał, że ostatnie prace – także przy budowie stadionów – zakończono dopiero na dwa tygodnie przed oficjalnym otwarciem turnieju.
W Polakach dużo niepokoju wzbudza perspektywa losów nowych stadionów po zakończeniu EURO. Arnaut zgodził się, że utrzymanie ich stanowi wyzwanie, ale EURO zwiększa zainteresowanie mieszkańców piłką nożną, co pośrednio rozwiązuje problem utrzymania stadionów po turnieju. W Portugalii, gdzie futbol jest bardzo popularny, większość obiektów służy klubom ligowym, a na mecze przychodzi komplet widzów. Powiedział, że choć na dzień dzisiejszy polska liga jest słaba, to organizacja turnieju przyczyni się do popularyzacji piłki nożnej w naszym kraju. Dodał, że na nowe i funkcjonalne obiekty kibice będą chętniej przychodzić, zabierając ze sobą całe rodziny. Poza tym wybudowane w Portugalii stadiony mają powierzchnie biurowe i handlowe na wynajem, są też wykorzystywane przy organizacji koncertów czy imprez firmowych.
Zapytany o wydatki na organizację mistrzostw Arnaut powiedział, że trudno mu oszacować całkowity koszt imprezy, ponieważ pieniądze pochodziły z różnych źródeł: od prywatnych firm, z budżetu, część pochodziła z unijnych funduszy strukturalnych. Na przykład portugalskie stadiony zostały wybudowane przez prywatnych inwestorów czy władze komunalne, którzy są teraz ich właścicielami. Budżet centralny tylko subsydiował te inwestycje. Za to z publicznych funduszy sfinansowano budowę infrastruktury: dróg dojazdowych, parkingów, uruchomienie nowych linii komunikacji publicznej itp.
Arnaut podkreślał, że po latach bilans finansowy EURO 2004 jest dodatni. Dzięki turniejowi Portugalia stała się rozpoznawalna w świecie. Rząd przeznaczył ogromne pieniądze na promocję kraju, zwłaszcza w kontekstach turystycznych. Podsumował wskazując, że przygotowania do EURO 2004 rozkręciły koniunkturę w gospodarce, a urzędy stały się bardziej przyjazne i efektywne.
Źródło: "Bez paniki", Krzysztof Trębski, "Wprost", 24 czerwca 2007